Zwiedzanie, słonce, plaża

Zaczęło się zwiedzanie, oglądanie miasta.  A że zarówno zapał Tomka jak i pogoda przywiedziona przez Julię sprzyjały – to oglądanie miasta udało się nadzwyczajnie. Tomasz zadbał nawet o zgranie odwiedzanych miejsc z pozycją słońca. Optymalizacja procesu krajoznawczego na poziomie eksperckim.

Tak więc najpierw pojechaliśmy na punkt widokowy, z którego pochodzi powyższe zdjęcie – panorama. Oglądaliśmy widoki, spacerowaliśmy po lesie, podziwialiśmy/wyśmiewaliśmy rzeźby w lesie (pokażę je innym razem, żeby nie przeładować dzisiejszego wpisu), robiliśmy zdjęcia. Dużo zdjęć. Słońce świeciło, grzało, w swojej czerni wygrzewałam się jak jaszczurka.

Zresztą, za chwilę, gdy podjechaliśmy na Bygdoy (bynajmniej nie w celu odwiedzenia znajdujących się tam muzeów), właśnie jak jaszczurka nagrzewałam się na skałkach. Przed wejściem do wody!

Popoływałam trochę. Niedługo, bo woda jednak zimna. Ale i nie za krótko, bo cóż byłby za sens moczyć czarną bieliznę (oksymoron), zastępującą kostium kąpielowy? Cała ekipa pływała. A później grzała się w słońcu.

Spacerując wzdłuż brzegu znajdowaliśmy małe cuda – a to muszelki, to krabiki (same pancerze), to rozgwiazdę. Pierwszy raz widziałam rozgwiazdę! Leżała w kałuży na skałach i się nie ruszała, myślałam, że nie żyje, ale, urzeczona jej intensywną barwą, chciałam i tak zrobić jej zdjęcie. Wyciągnęłam ją przy pomocy muszelki na kamień, a ona zaczęła się ruszać! Jak dziwnie poruszają się rozgwiazdy! Wrzuciłam ją do morza (myślałam o zostawieniu jej w kałuży, ale Tomasz zauważył, że ugotuje się tam żywcem…).

Naszym celem były klify, ale doszliśmy tylko do mniejszych, podobno dalej były większe, jednak zmęczenie nóg oraz – a raczej przede wszystkim – kończący się czas wykupionego parkingu, kazały nam wracać.

Wróciliśmy o samochodu, ale przecież jeszcze nie do domu. Zahaczyliśmy o skocznię Holmenkollen – skocznia skocznią, ale ten trol, stojący naprzeciwko, i ten widok z góry na fiord!

Wróciliśmy naprawdę setnie zmęczeni. To był wspaniały, wspaniały dzień. Na koniec nie bez znaczenia były fiskeboler i wspólne oglądanie zdjęć – te tu to tylko ot, na szybko wgrane zdjęcia z mojej komórki, ale w albumie po powrocie do Polski znajdą się dużo piękniejsze i raczej nie mojego autorstwa.

 

 

3 odpowiedzi do “Zwiedzanie, słonce, plaża”

  1. Ooo, byliśmy z Maćkiem koło tej skoczni, ale… nie widzieliśmy jej, bo była gęsta mgła. Widzieliśmy za to pana skoczka, który z nartami na ramieniu w tejże mgle znikł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *