Aronia

Wpis kulinarny – na specjalne życzenie czytelników. Idzie zima, przed nią jesień, i, choć dziś słońce wyjrzało zza chmur, to nie da się ukryć, że pogody coraz gorsze. Słońca mniej, wiatru więcej, a do tego jeszcze niebezpieczeństwo deszczu. W pracy kaszlą, kichają – Linda, Bojan, nawet w głosie Yuki pobrzmiewa chrypka. Przemęczenie też może się w każdej chwili pojawić. Więc będę walczyć!

Moją bronią będą witaminy. Oto moje naboje – aronia. Jak ją zjeść? Internety są bezwzględne (i monotonne) w tym temacie – nalewka, dżem, marmolada, nalewka, dżem… Alkoholu na lekarstwo nie mam, medykament ma się obejść bez niego. Cukru w ilościach wymaganych w opisie też nie.

Za to miałam płatki owsiane. Owoce aronii umyłam, osuszyłam na sitku, wsypałam do plastikowej miski i zmiażdżyłam pięścią. W tym czasie na kuchence już gotowała się owsianka na wodzie. Wlałam/wsypałam owoce, zasypałam cukrem. Podgrzewane aronie pożegnały się z resztą soku i pięknie zabarwiły papkę:

Polecam udekorowaną kleksem śmietany i z ciasteczkami. Smaczne, ale przede wszystkim zdrowe. Aronia zawiera wszystko, co potrzebne na słotne dni. A jeśli się pracuje 10 godzin dziennie, ćwiczy się i stara być zdrowym – nie odmawia się przyjęcia pomocy od natury.

2 odpowiedzi do “Aronia”

  1. Wczoraj poczytałam o zakwasach i ponoć zakwasy są tylko w momencie ćwiczenia i ok 1-2 h po. To co następuje później to są mikrouszkodzenia mięśnia i nie należy ćwiczyć tych partii zanim ból nie przejdzie, bo można nabawić się gigauszkodzeń mięśnia.
    Nie wiem jak Ty, ale ja miliard lat w nieświadomości żyłam…

    1. Tych mikrouszkodzeń nie należy też rozciągać (no shit sherlock). Kwas mlekowy to to co boli od razu, fakt. A mikrouszkodzenia… cóż, można ćwiczyć dalej, starając się nie rozciągać bolących partii. No i nie zwiększać obciążeń. O dziwo wyjaśniał mi to wszystko wuefista na uniwerku!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *