Chanuka i norweskie świąteczne dania

Dziś skończyły się obchody Chanuki. Po pracy zapaliłam osiem świeczek chanukowych i szames. Paliły się pół godziny, zgasły. Nie naszykowałam świąteczno-chanukowego jedzenia, bo zbliżają się już Święta Bożego Narodzenia. Więc piekłam tradycyjnie – pierniczki.

Wczoraj miałam możliwość spróbować tradycyjnego grzanego wina. Norweskie grzane wino smakuje zupełnie inaczej niż to pite w Polsce! W naszym pływają cząstki pomarańczy i goździki, tutaj – rodzynki i migdały, ewentualnie inne orzechy. Przyprawy są delikatniejsze.

Pomyślałam, że może warto napisać tu, jakie są tradycyjne norweskie potrawy – co ludzie tutaj jedzą na Jul? W Norwegii na stole wigilijnym rządzą mięsa. Kraj rozciągnięty wzdłuż wybrzeża miał ryb pod dostatkiem przez rok cały. Na święta wypada położyć na stole coś innego.

Przede wszystkim – żeberka. W dwóch wariantach.

Svineribbe – tłuste wieprzowe żeberka na wigilijnym stole to echo pogańskich podań (sama nazwa Jul też pochodzi z czasów pogańskich i to poniekąd niesamowite, że jej nie zmieniono).  W mitologii wojownicy zaproszeni do Walhalli każdego dnia po ćwiczebnych walkach byli zapraszani na ucztę, na której jedli w kółko tego samego odradzającego się knura Saerimne.

 Pinnekjøtt to żeberka jagnięce, solone i suszone. Czasem wędzone (nie te ze zdjęcia, te mają wyraźny napis urøkt czyli niewędzone). Podaje je się rzeczywiście, jak sugeruje opakowanie, z kiełbaskami. I z puree ziemniaków i brukwi (kålrot – to w Oslo po raz pierwszy jadłam brukiew, nie wiedząc nawet, co to jest po polsku…).

 Julepølse to świąteczne kiełbaski. Nie ukrywam, że te mnie interesują przez niemożliwy dla mnie do wyobrażenia koktajl przypraw w wieprzowinie. Kiełbaski te są doprawione goździkami, gorczycą, imbirem i gałką muszkatołową. Traktuje się je nie jako główne danie, ale tak o, obok.

Dorsz to jedyna ryba tradycyjnie spożywana w Julaften. Wzdłóż wybrzeża jest to świeży dorsz. Ale dużo bardziej rozpoznawalny jest tradycyjny lutefisk. Sztokfisz, głównie dorsz. Ryba jest suszona, następnie moczona w wodzie, potem macerowana w ługu, znów moczona, a ostatecznie – smażona lub gotowana. Koszmarny zapach, smaku się tylko domyślam, niech tak zostanie.

 Coś na deser. W Norwegii, jak wszędzie w Europie, popularne są pierniki – pepperkaker. Ale jest też coś u nas nieznanego – waflowe rurki. Puste. Pełno ich w sklepach. Nie mogę się pochwalić, że próbowałam, bo jeszcze nie, ale uważam, że to zdrowo. Taki wafelek lepszy niż czekolada czy kolejny kawałek ciężkiego ciasta.

Podobno typową potrawą wigilijną jest też głowa owcy, ale jako że nie znalazłam jej w Remie, Kiwi, Jokerze – szczerze wątpię w jej popularność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *