Problemy Norwegii

Dziś na kursie rozmawialiśmy o tym, co niekoniecznie w Norwegii działa. Podręcznik proponował trzy tematy: rasizm, samotność i egoizm kultury ja (jeg-kultur) oraz los ludzi starszych, oddawanych do domów opieki.

Dodałabym kilka problemów do tego zestawienia. Ale dobrze wiedzieć, do jakich problemów velfredsstaten się przyznaje.

Jeg-kultur zaszła za daleko i żyje się tu każdy sobie, osobno. Zaskoczyło mnie to zdanie w podręczniku. Że zaszła, to jasne, ale że Norwedzy to dostrzegają – dziwiło mnie. I że w ostatnich latach zauważają, że nie wszystkie domy opieki są rajem na ziemi i nawet ci z demencją – potrafią tęsknić.

Co do rasizmu, czy często – uprzedzeń na tle narodowościowym – owszem, są. Ale zwalczanie ich przy pomocy uciszania i odgórnego zmuszania ludzi, żeby tłumili w sobie gniew i złość, a jeszcze lepiej – wynagradzanie przyjezdnym ewentualnych trudności zasiłkami… z tego właśnie, moim zdaniem, wyniknęła Utøya. Bo o roku 2011 też, oczywiście, rozmawialiśmy.

 

Z Moniką – Vinterpark

Święto zimy! Od Moniki mogę się uczyć entuzjazmu względem śniegu. Pokazała mi możliwości Vinterparken – gdy sprawdzałam w Internecie, co to, wychodziło, że miejsce do jazdy na nartach, ewentualnie zjazdów saneczkowych. Monika jednak była tam rok temu na spacerze, więc wiedziała, że są śliczne trasy spacerowe. I nawet jeśli w centrum Oslo nie ma śniegu – tam jest. I to dużo.

 

Przyjazd Moniki

Na przekór niesprzyjającym wiatrom Monika doleciała. Bartek wyruszył po nią po północy do centrum. Ja grzeję herbatę i bułeczki. I czekam niecierpliwie!

Powrót Rudej

Odpoczęłam w pracy. Opowiedziałam Beacie o pogrzebie i o tym, że do Polski zawiozłam mróz z Norwegii, a z powrotem – polskie słońce (tak, dziś wyjątkowo słonecznie). Zjadłam sałatkę od teścia, bigos przygotowany dla noworudzkich gości. I mąż przywrócił mi właściwy kolor:

Powrót z Polski

Wracamy razem. Bilet Blachowa był kupiony już w styczniu, mój – w czwartek. Pięciokrotna różnica ceny, a miejsca mieliśmy po dwóch przeciwległych krańcach samolotu (2a i 26f). Z drugą niedogodnością Blachow sobie poradził, poprosił stewarda o wyjście awaryjne dla mnie i dla siebie.

Tak pożegnała nas wyjątkowo mroźna Polska:

A tak powitała Norwegia:

Po powrocie nie czekał na nas żaden z polskich busików, co było nie lada zaskoczeniem. Skorzystać musieliśmy z norweskiego flybussa, który odwiózł nas na bussterminal. Stamtąd do domu na szybki obiad (jajecznica), i – na kurs norweskiego. Ostatnie dni były bardzo intensywne. Odpocznę w pracy. A tymczasem – jeszcze parę zdjęć z samolotu:

 

 

Waffle w pracy

Jak to trafnie określiła Basia: gdy mikrofalówka się zepsuła, to nastąpiła wielka smuta, następnie wielka zrzuta, a dziś – długo wyczekiwane – wielkie żarcie!

Soheila zebrała więcej pieniędzy, niż trzeba było wydać na nową mikrofalę, więc kupiła też gofrownicę. Norweskie waffle to polskie gofry.

Słodki wpis i dziękuję za uwagę – lecę awaryjnie do Polski, więc zapewne do wtorku nic nowego się nie pojawi.