Zapasy i gotowanie

Dziś o jedzeniu. Z okazji promocji skitrałam naście opakowań pierniczków. Więc zapasy na te zimne miesiące mam.

Poza zakupami spożywczymi siedzę w domu i udaję, że mnie nie ma, bo za oknami mróz straszny, a obecnie również mgła. Ćwiczę, czytam i pichcę – oto dzisiejszy specjał na obiadokolację:

Ciasteczkowa promocja

Dziś tylko o ciasteczkach. Douglas mi mówił, że w nowym roku zawsze są duże promocje na świąteczne jedzenie. I o ile nie jest to zbyt ciekawa informacja, gdy dotyczy lutefisk czy ribbe (krótki termin ważności i brak entuzjazmu z mojej strony), to pepperkaker można kupić.

On zaopatruje w te ciastka klub esperancki i kwakrów.

Poszłam, zobaczyłam i zakupiłam, bo ciastka, które przed świętami kosztują nawet 50NOK teraz były do kupienia za 2,35NOK/ 300gram.

A tak wyglądam, wybierając się na zakupy, skuszona promocją w spożywczym. Kiedy już wracam to mam troszkę szczęśliwszą minę.

Godt nyttår!

Jeśli są jakieś wątpliwości i domysły, dlaczego nie pisałam, co u mnie – to było tak: Blachow przygotowuje pyszne jedzenie, ja jem, oglądamy serial „Black Mirror”, gramy w „Life is Strange”, spędzamy razem czas, pijemy martini z gruszkową oranżadą – tzw. brus.

Ale oto nastał nowy rok 2018. Z tej okazji Basia upiekła pyszne bułeczki z rodzynkami i żurawiną oraz bułki z z budyniem i wiórkami kokosowymi na lukrze. Więc zajadaliśmy.

Stół pełen dobrego jedzenia i świąteczne lampki – tak przygotowaliśmy się na zmianę ostatniej cyferki w dacie. Odwiedziliśmy też kościół – katedra Olafa przystrojona świątecznie (god jul czyli wesołych Świąt; szopkę z prawej nawy pokazywałam już wcześniej).

No i czas sylwestrowej zabawy, która była na swój norweski sposób szampańska: ulepiliśmy bałwana na podwórku i podziwialiśmy fajerwerki. Basia z Tomkiem wybrali się na Grefsenskollen, my zostaliśmy w domu, pijąc różowego szampana i grając na komputerze.

Wiem, że Sylwester przebiegałby dużo mniej spokojnie, gdybym była we Wrocławiu. I tego sobie życzę w 2018 roku – powrotu do ukochanego miasta i ukochanych ludzi:

W nowym roku dokonaliśmy degustacji julepolse – tradycyjnej bożonarodzeniowej kiełbaski. Smakuje troszkę korzenną przyprawą, a konsystencją przypomina mortadelę. Można ją odgrzewać w wodzie, piec lub smażyć, wybrałam oczywiście ostatnią opcję.

Jak widać, nie trafia we wszystkie gusta, ale nie można zaprzeczyć, że smakuje oryginalnie i delikatnie – jak większość norweskich potraw.

Mam nadzieję, że ten dość długi i bogato ilustrowany wpis zadowolił moich drogich czytelników. I już wiecie, że jak nie piszę, to zapewne jem. Jeśli nie zdążyłam przytyć w Święta, to Blachow postarał się to naprawić w romjula.

Przed Świętami, pakowanie, ciastka

Dziś ostatnie spojrzenie na podwórko – i przepiękny zachód słońca, malujący niebo różem i pomarańczem, a cały świat – na fioletowo.

A w domu ciepło, przyjemnie, pracowicie. Pomalowałam ciasteczka przygotowane dla naszych ulubionych współpracowników.
Spakowana – niecierpliwie czekam już na jutro.

Świąteczne produkty

Dziś dzień pracy i pieczenia ciasteczek. Więc krótko i na temat: produkty, które są obecne w sprzedaży cały rok (nie typowe norweskie świąteczne jedzenie, o którym opowiem kiedy indziej), są przed Świętami pakowane w inny, świąteczny sposób.

Oto mąka i mleko. Mąka dokładnie ta sama i w tej samej cenie, co zawsze, mleko – jak wyżej. Ale przed Świętami – inne.

Jajka są takie jak zawsze, nie doczekały się świątecznej oprawy. Zobaczymy, jak będzie przed Wielkanocą!

Święto świateł – chanuka

Dziś o zachodzie słońca rozpoczęło się Święto Świateł – Chanuka. Jest to święto trzech wspaniałych rzeczy: światła, tłuszczu i kobiet. Z tego względu (jak również dlatego, że kocham kulturę żydowską, chanukija wygląda pięknie i magicznie, a modlitwa brzmi tak, że gwarantuje ciarki na plecach) zdecydowałam się kilka lat temu obchodzić Chanukę.

Wydarzenia, których pamiątką jest Chanuka, miały miejsce w II wieku p.n.e. W Palestynie rządził Antioch IV (Grek) i chciał wprowadzić greckie wierzenia (1Mch 1, 41-42). 25 dnia miesiąca kislew (kalendarza żydowskiego) zbezcześcił Świątynię w Jeruzalem, na jego rozkaz składano tam ofiary bogom greckim (1Mch 1, 56). To sprowokowało Izraelitów do działania – do powstania narodowo-wyzwoleńczego: powstania Machabeuszy (Machabe, Makabi – oznacza młot).  Jak udało im się pokonać wojska greckie i na nowo poświęcić świątynię tego samego 25 dnia miesiąca kislew, świętowali potem 8 dni (1Mch, 52-58).

To wszystko jest w Piśmie Świętym (stąd odnośniki). A tradycja – czemu 8 dni, czemu światło, tłuszcz, kobiety?

Świątynia była zbezczeszczona. Do poświęcenia jej znaleźli jeden zapieczętowany pojemnik oliwy do rozświetlenia ołtarza. Zrezygnowani, zdecydowali się zapalić ołtarz, wiedząc, że po zgaśnięciu lamp, trzeba będzie na nowo składać ofiary. Ale lampy nie zgasły. Paliły się na tej ilości oliwy przez 8 dni – tyle, ile zajęło sprowadzenie nowych zapasów tłuszczu. Dlatego w Chanukę pali się świece i je się tłuste potrawy – np. placki ziemniaczane (letkes), pączki (sufganijot).  A skąd kobiety? To Judyta zabiła Holofernesa, przywódcę wojsk asyryjskich, sprzymierzonych z greckimi, więc to też święto kobiet (Jdt 13, 6-9).

Kolega przesłał mi taki fragment wiersza o Chanuce. Jest piękny, więc zacytuję:
„Patrz, jak smutno jest za oknem, patrz jak biało…
Tak już mało nam radości pozostało,
Ty masz ręce dobre i kobiece,
Zapal, zapal chanukową świecę.”
Zapaliłam świece (mąż przywiózł mi moją chanukiję). Odmówiłam modlitwy. Jedliśmy z Basią i Tomkiem placki ziemniaczane. (O zwyczajach związanych ze świętem można przeczytać tutaj
 – mnie wzrusza zastąpienie litery szin literą pe na drejdelku. Mam taki bączek w domu, kupiony w Izraelu, z literą pe)

W pracy słuchałam Skrzypka na dachu po norwesku: Spelman på taket – są na youtubie dwa nagrania pełnych przedstawień. Dziś przesłuchałam nagrania w wykonaniu studentów. Tak, żeby poczuć klimat.

Julemarked, łoś i mąż

Wczoraj poszliśmy z Blachowem na spacer do centrum. Chciałam pokazać mu teatr ludowy – Folketeateret, zjeść z nim burgera z łosia i odwiedzić równie komercyjny ale stawiający raczej na kulturę ludową jarmark świąteczny, pospacerować razem wśród światełek na Torgacie, Storgacie, Karls Johanns Gacie.

Burger był rozczarowujący, gdyż wcale nie czuć było łosia, tylko miękkie, rozdrobnione na papkę stale podgrzewane mięso. Zbliżone do wieprzowego.

Za to wystrój namiotów i układ tego mniejszego targu oraz dźwięk norweskich kolęd – przyjemnie wprowadzały świąteczny nastrój.

O teatrze ludowym i światłach miasta opowiem kiedy indziej.