Biblioteka Bjerke

Odkryłam dziś wspaniałe miejsce – bibliotekę na Bjerke. I to będzie moje ulubione miejsce, a gdy lody odpuszczą i odważę się wyciągnąć rower, dojechanie tam będzie zajmowało z 15 minut.

Dziś szliśmy tam z Douglasem trzy kwadranse.

Ab ovo – na pierwszym spotkaniu w klubie esperanckim podjęliśmy decyzję, że napiszemy do bibliotek i ja zrobię prelekcje o esperancie, a on pomoże mi z budką informacyjną.  Douglas nie zwleka z realizacją planów, więc już dostał pierwszą pozytywną odpowiedź – od pobliskiej filii. Napisał do mnie i razem doszliśmy do wniosku, że wypada obejrzeć miejsce i porozmawiać o organizacji, zobaczyć, jak biblioteka wygląda po remoncie (w odpowiedzi była uwaga o tym, że niedawno wnętrze się całkiem zmieniło).

Douglas zaczepił jakiegoś bibliotekarza i zaczął wypytywać o szczegóły, ale że jakoś tak szło chaotycznie, to przejęłam pałeczkę. I ustaliłam z nim, że na taką otwartą prelekcję to dostanę scenkę w kącie i że opublikują informację o tym na stronie. Na miesiąc lub 2 tygodnie wcześniej.

Poza sceną znalazłam idealną dziuplę i nie mogę się doczekać cieplejszych i dłuższych dni, kiedy wyprawa tam nie będzie tak żmudna, a droga powrotne – ciemna, i będę tam mogła siadać i czytać szasopisma:

Usłyszałam potem od Douglasa: Nie wiedziałem, ze Ty tak dobrze mówisz po norwesku. Śmieszne, ale i miłe. Odparłam, że wiedziałby, gdybyśmy nie rozmawiali zawsze  w esperancie. Ale tak jak jest, jest dobrze.

Światło w oknach

Wspominałam już, że wielu, naprawdę wielu Norwegów oświetla swoje okna czy balkony. Ale nie kolorowo – większość sięga bo ciepłe, złoto-białe światło spokojnych, stonowanych lampek. Udało mi się znaleźć wyjątek:

Pozostałe okna, uwiecznione w trakcie spaceru, prezentowały się spokojniej:


Światła miasta 2

Dziś trzeci dzień Chanuki. Nie wychodziłam po pracy, ale skoro trwa święto świateł – pokażę resztę zdjęć, jakie robiłam na mieście ostatnim razem.

Powyżej widać tyły Bożonarodzeniowego jarmarku przy Karls Johans Gata.

Grand Hotel (przy Stortingu):

Choinka, ustawiona przed Uniwersytetem w Oslo (prawdziwa, jak przy wrocławskiej polibudzie:

Nedre Slottsgate:

Światła miasta i pozytrony

Miejską iluminację ograniczono co prawda do tych kilku ulic, ale za to te kilka ulic – to bardzo ładne ulice. Karl Johanns Gata między dworcem i Stortingiem:

Prywatnie ludzie sami dbają o swój dom, balkon, podwórko na własną rękę. W wielu oknach świecą siedmioramienne gwiazdy, w wielu – stoją trójkątne instalacje „świec”, wiele żywopłotów, nawet otaczających bloki, otrzymała od mieszkańców światełka. Miłe jest, że w większości nie są to pstrokate, migające czy po prostu dziwne i wyróżniające się lampki. Większość stawia na ciepłe, złote, spokojne światło. Dzięki temu jest pięknie i magicznie. Czuć święta. Storgata:

Wieczorem połączyłam się z Wrocławiem. Z dwoma różnymi miejscami we Wrocławiu. I rozmawialiśmy o książce Asimova i Silverberga: „Pozytronowy człowiek”. Mnie się bardzo podobała; nie byłam, jak się okazuje, odosobniona. Ze spotkania zapamiętam kilka rzeczy:
1. nie tylko ja płakałam nad tą książką,
2. telomery są po to, żeby nie rakowacieć,
3. Gwiezdne Wojny to jest fiction, ale science to tam nie ma,
4. lepiej się torturuje, jak się dehumanizuje,
4,5. albo lepiej się morduje, jak się dehumanizuje,
5. w języku angielskim morderstwo jest bardziej zróżnicowane,
6. dźwięk w zacinającym się skypie brzmi jak seks robotów.

Julemarked, łoś i mąż

Wczoraj poszliśmy z Blachowem na spacer do centrum. Chciałam pokazać mu teatr ludowy – Folketeateret, zjeść z nim burgera z łosia i odwiedzić równie komercyjny ale stawiający raczej na kulturę ludową jarmark świąteczny, pospacerować razem wśród światełek na Torgacie, Storgacie, Karls Johanns Gacie.

Burger był rozczarowujący, gdyż wcale nie czuć było łosia, tylko miękkie, rozdrobnione na papkę stale podgrzewane mięso. Zbliżone do wieprzowego.

Za to wystrój namiotów i układ tego mniejszego targu oraz dźwięk norweskich kolęd – przyjemnie wprowadzały świąteczny nastrój.

O teatrze ludowym i światłach miasta opowiem kiedy indziej.

Dźwig ozdobny

Za oknem mojego pokoju trwa budowa. Buduje się kolejny blok osiedla, a ja mogę obserwować postępy. Nie widać, aby planowali przerwać na zimę, praca wre.

Mnie cieszy zwłaszcza absurdalna i cudowna dekoracja – mój dźwig ozdobiono lampkami choinkowymi – na całej jego długości i wysokości. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcie nie oddaje w pełni efektu.

To jedyny tak ozdobiony dźwig w okolicy. Jestem bardzo wdzięczna za tę odrobinę świątecznego absurdu.

Imieniny, adwent i przygotowania do świąt

Dziś słodki dzień – imieniny Barbary. Dwóm Basiom złożyłam dziś życzenia i zadbałam o drobiazgi dla nich. Basia, z którą mieszkam postanowiła mnie zaś podtuczyć, i nie mnie jedyną, ale całe biuro – bułeczki słodkie jej autorstwa były najciekawszym aspektem dzisiejszego dnia pracy.

Wczoraj zaczął się adwent. Chorowałam, więc nigdzie się nie wybierałam, piekłam pierniczki, piłam herbatę, czytałam (skończyłam „Pozytronowego człowieka” i nie mogę doczekać się naszej o nim rozmowy, mnie ta książka urzekła i chętnie się dowiem, co sądzą o niej pozostali członkowie klubu), oglądałam filmy („Atomic Blonde” – nic szczególnego, ale oglądało się przyjemnie, głównie dzięki ładnym buziom aktorów, zwłaszcza młodego Xaviera; „Prestige” – piękny film o magikach i o zazdrości, zabawny i po prostu piękny, a Rosomaka w cylindrze zawsze przyjemnie zobaczyć; „Człowiek-scyzoryk” – najdziwniejszy chyba film, jaki widziałam, troszkę obrzydliwy, ale z przyjemną muzyką, o człowieku w dziczy i trupie – w tej roli Harry Potter), przygotowywałam (zaocznie) prezenty gwiazdkowe, by nastroić się świątecznie. 

Zaczął się adwent, więc można już szykować święta, nie ograniczając się jedynie do pierniczków. Pozwalam więc sobie pokazać tutaj Jarmark Bożonarodzeniowy w Oslo – pośrodku Karls Johanns Gaty, z diabelskim młynem, karuzelą, lodowiskiem i – gadającymi łosiami:

Trochę to makabrycznie, ale też swojsko-tandetne. Dwa łosie wiszą naprzeciwko siebie i do siebie głośno pokrzykują przez szerokość alejki.
W zeszłym roku we Wrocławiu powiesili takiego jednego, który chrapał, podśpiewywał i coś tam mruczał pod nosem. Czy w tym roku rzucili już dwa?

Zdjęcia pochodzą ze spaceru z Kubą i Bartkiem. Nie z dzisiaj. Dziś praca – dom, żeby jutro być w najlepszej formie, bo jutro przyjeżdża do mnie mój mąż. Sam!