Koniec akcji „move it”

Przez cały listopad trwała w pracy akcja prozdrowotna pod hasłem „move it!”. Akcja miała zachęcać pracowników do treningu w czasie wolnym. Na ściance działowej dziewczyny (Idunn, Soheila, Pia) zawiesiły tabelę z nazwiskami pracowników i datami. Każdego dnia można było wpisać, ile się ćwiczyło.

Na koniec miała odbyć się loteria. Losy dostawało się za ćwiczenia (1 godzina treningu = 1 los), ale można było też kupić.

Na start Idunn i ja dostałyśmy po worku z drobiazgami – w ten sposób wyróżniono nas jako dwie mistrzynie sportu – Idunn pierwsza, ja druga. Potem dwóch najpracowitszych chłopaków: Stig i Martin. (Ja i Martin ćwiczyliśmy mniej więcej tyle samo, choć on nieregularnie, za to dłużej – po około 29 godzin).

Najentuzjastyczniej do losowania podchodziła Beata.

Poza tym – koniec listopada oznacza też przyzwolenie na przynoszenie przekąsek na paśnik. Rano położyłam tam dwa talerze pierniczków, które cieszyły się sporym powodzeniem. Potem organizatorki „move it” uzupełniły paśnik innymi przekąskami:

Obłowiłam się dzisiaj: wylosowano mnie przy rozdawaniu ręcznika, niebieskiej bluzy z kapturem, kubka termicznego. A w torbie Wonderwoman kryły się kredki, batonik, lizak, skarpetki, długopis, notatnik – miłe drobiazgi.

Najważniejsza jednak była chyba atmosfera – radość, śmiech, komentarze. Nagród było dużo, losowanie trwało kwadrans, ale było miło i serdecznie. Doceniam tę atmosferę w pracy i zaczynam podejrzewać, że może mi tego brakować, gdy wrócę do domu. Chociaż – atmosferę tworzą ludzie. A ja mam szczęście do ludzi.

Egenmelding i przydział lekarza

Troszkę norweskiego prawa pracy w praktyce, czyli kilka słów o egenmeldingu (własnym zgłoszeniu – tłumacząc dosłownie). Jest to zwolnienie typu polskiego L4, tylko bez konieczności odwiedzenia lekarza. Zwykły sykemelding, czyli „L4”, wystawione przez lekarza, również występuje i płatne jest około 80%, więc tak, jak w Polsce. Ale egenmelding występuje obok tego zwykłego zwolnienia i jest pełnopłatny.

Tego własnego zgłoszenia choroby można użyć kilka razy w roku, po kilka dni. Ograniczenia zależą od firmy i zasady, na jakich to rozwiązanie działa w mojej firmie stanowiły połowę dokumentów, które dostałam do podpisu, przyjmując pracę. (Co nie znaczy, że dokumentów było dużo – jedna kartka zadrukowana z obu stron to umowa, a druga – to opis funkcjonowania egenmeldingu).

Jak zwykle w takich przypadkach – Norwedzy nie przewidują oszustw. W zasadach korzystania jest co prawda zaznaczone, że nie można zgłosić egenmeldingu w dniach pomiędzy Świętami i Sylwestrem (tzw. romjula), ani przy jego pomocy robić sobie długich weekendów (np. 17. maja to czwartek, więc nie wolno zgłaszać samemu choroby w piątek). W tych przypadkach należy iść do lekarza. Poza opisanymi przykładami – zgłaszać chorobę można, a po powrocie do pracy wszyscy pytają, jak się czujesz, a nawet dopatrują się bladości i osłabienia #truestory.

Basia już dostała przydzielonego lekarza. Ja wciąż czekam na list od Skatteetaten z moim przydziałem. Nie, żebym miała zamiar korzystać, co to, to nie, ale na wszelki wypadek się przyda.

Bo z lekarzem to też nie całkiem ogarniam, jak działa system umawiania się i – co ważniejsze – płatności. Część płaci ubezpieczyciel, ale część pacjent, ale jak, ile, kiedy – mam nadzieję, że nie będę musiała się dowiadywać.

Spokojny weekend

Jajecznica rano, sprzątanie mieszkania, ćwiczenia, czytanie Zajdla („Prawo do powrotu”), pieczenie pierniczków; jajecznica, Msza święta, czytanie Łukanjenki („Brudnopis”), ćwiczenia, malowanie pierniczków przy oglądaniu filmu: „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Uroczy weekend.

Basia też piekła, więc mamy tutaj słodko.

 

Svart fredag

Czarny piątek, a więc ruszyliśmy w miasto. Niektórzy kupili sobie buty, inni baterie. I pospacerowali po mieście, słuchając energicznej i bardzo dobrej muzyki z musicalu o Aleksandrze Hamiltonie.

Milczenie jest złotem Norwegii

W pracy druga część szkolenia na temat komunikacji. Czyli staje para Norwegów i tłumaczą piętnastoosobowej grupie Norwegów (głównie) dlaczego i jak należy rozmawiać w pracy, o pracy, etc.

Każdy musiał się wypowiedzieć o tym, co ciekawego zaobserwował, jeśli chodzi o komunikację w pracy przez ostatnie dwa tygodnie. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie zauważyłam komunikacji. Wyjaśniłam, że chodzi o to, że tu jest zupełnie inaczej niż w Polsce, w zespole, który zajmuje się tym samym. Tam gadamy cały czas, tu raczej nie, tu raczej się w milczeniu pracuje. Poza hei i ha det większość ludzi się nie odzywa. Troszkę to zaciekawiło prowadzących, więc wyjaśniłam, że ma to dobre i złe strony, z jednej strony jesteśmy bliżej ze sobą, znamy się lepiej, ale z drugiej hałasujemy, kłócimy się, narzekamy. Tu jest spokojnie.

Ale mówienie o komunikacji jest trochę na wyrost. Bo zasadniczo – jej tu nie ma zbyt wiele.

Wschód i zachód

Słońce wzeszło dziś o 8:31, zaszło zaś o 15:30. Ilustracja ma charakter poglądowy, pochodzi z niedzielnego spaceru po półwyspie. Dziś przez cały dzień słońce się nie pokazało, cały dzień sypał śnieg. Robił to na marne, bo około 18:00 przerodził się w deszcz i tak pada, pada, i raczej nie przestanie do rana.

To prawda, nic więcej się dziś nie wydarzyło. Idealny dzień na bigos.