Leiebolig czyli zdajemy mieszkanie

Podobnie jak z pracą, tak z mieszkaniem obowiązuje nas 3-miesięczny okres wypowiedzenia. A do tego nie mogliśmy wypowiedzieć umowy przez pierwsze 9 miesięcy. Razem wychodzi minimum rok mieszkania.

Zachowując te terminy, napisałam oppsigelse -czyli wypowiedzenie, rezygnację- już w kwietniu. Właściwie to nie samą rezygnację wysłałam, tylko informację, że chcemy zrezygnować i mamy pytania: w jakiej formie chcą dostać rezygnację, do kiedy możemy złożyć, skoro chcemy być do końca lipca tutaj, czy skoro zaczęliśmy najem od 8.08, to obowiązuje nas termin do końca lipca czy do 8.08, etc. W odpowiedzi napisali, że przyjmują rezygnację, obowiązuje nas termin do 8ego sierpnia i że 4ego maja przyjdzie człowiek od nich, sprawdzić, czy wszystko ok z mieszkaniem i umówić się na visning.

Dziś przybył, obejrzał (wysprzątane na błysk, w największej mierze przez Basię), umówił się. I tyle.

Poza tym już się Oslo zaczyna zielenić – na zdjęciach drzewa mijane po drodze do pracy i pod pocztą. A my jutro mamy egzamin ustny.

Miłość i wypieki

Dziś 3 maja! Święto upamiętniające naszą Konstytucję! Radosne, piękne, dobre święto.

Pisałam już nieraz, że patriotyzm – to miłość. A miłość, jak to miłość – bywa radosna, bywa trudna. Ale dziś niech będzie słodka. Bo Bartek i Basia nauczyli mnie już w pewnym zakresie, że miłość najpełniej wyraża się w wypiekach. A skoro serce i żołądek łączy krótka i prosta droga, to postanowiłam właśnie wypiekami przemówić do serc moich norweskich współpracowników w ten piękny majowy dzień. Upiekłam ciasteczka (jestem człowiekiem jednego przepisu – poza okresem bożonarodzeniowym nie dodaję przypraw korzennych, ale poza tym – to nadal są szybkie pierniczki). Blachow wykonał dla mnie na drukarce 3D wykrawaczkę w kształcie Polski. Przygotowałam też czerwone serduszka. I malowałam…

W pracy były oczekiwane zachwyty, „gratulere med tredje mai”, wyjaśnienia, że „dziś w Polsce jest taki nasz 17ty maj” i tak dalej. Był śmiech nad testem, który przygotowałam: 6 pytań zamkniętych. Beata i Linda zarobiły po 3 punkty. Pytania były takie: co świętujemy 3ego maja, dlaczego pogoda 3ego maja jest dla nas ważna (ze względu na tradycyjną paradę/ze względu na długi weekend i sezon grillowy/bo jaki 3ci maj takie całe lato), jakie litery należą do alfabetu polskiego, która z opcji znaczy dzień dobry, co znajduje się na herbie Polski (biały lew, anioł czy orzeł) i co ma na głowie. No, łatwo nie było.

Ciasteczek było 110. Wystarczyło dla każdego po kilka, część zabrała po kilka do domu, aby dzieciakom pokazać. Radowała mnie radość, którą udało mi się im sprawić. To naprawdę dobry 3ci maja.

 

Miłość i statystka

Dziś minęło pięć lat od momentu mojego zamążpójścia. Drewniana rocznica. 1826 dni razem. Cóż, nie do końca, należałoby odliczyć wszystkie moje esperanckie eskapady, konferencje, projekty realizowane z PROMem i, oczywiście, moją emigrację. Ale to nic, nawet osobno – pozostajemy razem. Jesteśmy małżeństwem. Zdjęcie z 2ego maja 2013 roku. To oczywiste, że to jeden z najpiękniejszych dni.

Inaczej rzecz się ma z 19696 norweskimi rozwodnikami, którzy w zeszłym roku odzyskali status wolny. W 2017 udzielono 9848 rozwodów. Liczba zawartych małżeństw nadal pozostaje wyższa (22111), ale one obie się niebezpiecznie do siebie zbliżają. Statystyki biorę z oficjalnej strony biura statystycznego i – o mój Boże, jaka ona jest dobra! : www.ssb.no.

W styczniu 2011 roku pierwszy wykład na Uniwersytecie w Bergen, którego słuchałam, dotyczył kultury norweskiej i norweskiego społeczeństwa. Pamiętam do dziś, jak w połowie przy „tablicy” stanęła wykładowczyni dowodząca, że dwukrotny wzrost liczby rozwodów w stosunku do lat 70tych jest dowodem na dobrobyt i równouprawnienie. Że Norwegia wreszcie może się poszczycić taką dużą liczbą rozwodów.
Słuchając tego, byłam zła – jak to: poszczycić? Rozwód jednak jest przyznaniem się do błędu. Jest stwierdzeniem: nie wyszło. Nie udało się. Nie twierdzę, że rozwód jest złym rozwiązaniem. Czasem należy przyznać się do błędu. Jednak lepiej byłoby tego błędu uniknąć.

Liczba rozwodów w Norwegii ustabilizowała się na poziomie około dziesięciu tysięcy rocznie. Przy czym w ostatnich latach nieznacznie spada. Krzywa opisująca zawierane małżeństwa jest mniej spokojna, a to wiąże się również z nowymi możliwościami (zarejestrowany konkubinat, związki partnerskie, związki jednopłciowe, itd).

Przeglądając dane i komentarze do rozwodowo-małżeńskiej sytuacji Norwegii trafiłam m.in. na artykulik pt. Færre ekteskap – flere skilsmisser. Pochodzi z domeny poświęconej rozwodom i pomocy prawnej. Tytuł znaczy: Mniej małżeństw – więcej rozwodów i jest trochę mylący. Bo o ile mniej niż wcześniej osób decyduje się składać przysięgę, a więcej niż wcześniej rozstaje się w sądzie – to jednak nadal więcej jest ślubów niż rozwodów:

Na tym optymistycznym akcencie zakończę dzisiejsze rozważania. Wszystko to dlatego, że uczę się do egzaminu.

Bare snakke norsk

Nic szczególnego. W pracy dużo radosnych rozmów o zabawie piątkowej, o planach na jutro. po norwesku. W domu ćwiczenia i lektura – po norwesku. Spotkanie na Skype – po norwesku. Film obejrzany razem z Basią – po norwesku.

Poza tym pada deszcz (właściwie leje) i ochłodziło się. Specjalnie na jutrzejsze święto. Żeby się nie rozpraszać, tylko – powtarzać norweski.

Bergenstest – wyniki

Typowy click-bait: niby post o wynikach Bergenstestu, a wyników nie ma. Z czego to wynika? Ano z tego, że ja nie do końca opanowałam sztukę czytania ze zrozumieniem, a już obecność liczb w przekazie wpływa upośledzająco na moje zdolności poznawcze. Oto, jaka informacja od samego początku była dostępna:

Więc na wyniki przyjdzie poczekać jeszcze niemal miesiąc. Ot, o miesiąc się pomyliłam. I tak dobrze, że nie pomieszałam daty egzaminu.

À  propos – szykuję się  już do ustnej części egzaminu, którą mam 5.05. Proszę kibicować. Ostatnio, kiedy rozmawiałam po norwesku na ocenę, miałam wykutą całą opowieść o tym, że się zaręczyłam w kwietniu, jak wyglądały zaręczyny, kiedy wyjdę za mąż i jak będzie wyglądał ślub (napisane we współpracy z dwójką wspaniałych Norwegów i z dbałością, by użyć 3 czasów i trybu przypuszczającego, żeby egzaminatorki już o nic nie pytały…) – tym razem tak łatwo nie będzie.

Przybyli-posiedzieli-pojechali

Bartek i Jakub obaj pracowali dużo podczas odwiedzin. 

Graliśmy w gry (Castle Crush – jako mali rycerze bez twarzy zabijaliśmy zespołowo śmieszne potworki i inne małe ludziki bez twarzy), oglądaliśmy Serię Niefortunnych Zdarzeń, czytaliśmy książki (ja nadal norweską Siri Pettersen, oni obaj Modyfikowany Węgiel).

Ja szykowałam śniadania i obiady, Blachow gotował, piekł kolacje i desery. Na przykład wspaniałe ciasto jogurtowe – tak delikatne i pyszne, że aż chyba spróbuję powtórzyć sukces.

Pogoda była piękna, ale Bartek kaszlał. Wyciągnęłam ich na spacer do biblioteki, to kaszlał bardziej. Więc dalej nie wyciągałam. Siedzieliśmy w domu. Dziś – polecieli z powrotem.

Przylot 200 km dalej

W piątkowy poranek, o 8:30 mieli wylądować na Torpie Balchow z Jakubem. Nie wylądowali. Nie na Torpie.

Mgła uniemożliwiła lądowanie. Spoglądając przez okno w pracy widziałam tę mgłę, więc wiedziałam, że na Gardemoen też ich nie wyślą. Gdzie wylądują?

Ostatecznie wylądowali w Kristiansand – na południe, z zachodniej strony fiordu. Tak wyglądała ich droga: