Słońce, rower i prawie wiosna

Od kilku dni pogoda rozpieszcza: od rana do wieczora świeci słońce, a temperatura powoli rośnie. Nie było tu marcowego garnca, nie ma kwietniowego przeplatania – powoli wychodzimy z zimy. W górach dookoła Oslo leży śnieg, słońce dalej nie uporało się z jego pozostałościami na ocienionych trawnikach w mieście – ale to tylko resztki. Pojawiają się nieśmiałe krokusy, ale wszystkie drzewa i krzewy czekają. Dam znać, gdy się obudzą.

Wyciągnęłam na pierwszą przejażdżkę mój rower. Muszę go umyć, ale poza tym i dopompowaniem tylnej dętki – wszystko w porządku. Jest cudnie. Pojechałam nim do Vollebekk – tam dostarczono zamówioną przez mnie paczkę z filtrami do wentylacji w naszym mieszkaniu. Trasa nie za daleka, a dobra, by sprawdzić, czy po zimie wszystko działa bez zarzutu. Działa. Polecam Port rowerowy we Wrocławiu.

Słońce wzeszło dziś o 6:06, zaszło zaś o 20:30. Mój dzień jest o niemal godzinę dłuższy niż wrocławski!

Łowcy zórz

Słońce planowało wzmożoną aktywność dziś w godzinach 21:30- 0:00. W związku z tym mogła pokazać się zorza. Warunki idealne, niebo bezchmurne, rozbłyski na słońcu, czegóż więcej można chcieć?

Pojechaliśmy na Ekeberg, wypatrywać zorzy. Pospacerowaliśmy po mrocznym lesie, popatrzyliśmy w gwiazdy. Niestety, zorzy złapać się nie udało.

Skatt – pierwsze podejście

Skatt – to po norwesku podatek. I moje wyzwanie na najbliższe dni. Bo oto muszę rozliczyć się ze Skatteetaten – Urzędem Podatkowym.

Dokładniej – nie muszę, bo w Norwegii rozliczenie przychodzi gotowe, jeśli nie odpiszę, znaczy, że akceptuję. Ale nie chcę akceptować, bo przysługuje mi dodatkowa ulga, której Urząd nie uwzględnia sam, ja muszę ją zgłosić. Więc próbuję.

Rozliczenie dostałam  pocztą, ale zmiany mogę zgłosić szybko przez stronę Urzędu – Altinn. Tam należy się zalogować przy użyciu swojego norweskiego odpowiednika PESELu i kodów z listu z kodami. Kody dostałam w styczniu.

Próbuję się zalogować, a tu: użyj kodów z listu z kodami wysłanego 10.10.2016. No pięknie. Spróbowałam kilka razy, upewniłam się, że dobrze wpisałam fødslesnummer (dobrze) i odpuściłam. Zrzut ekranu i moje obiekcje wysłałam formularzem kontaktowym. Z uwagą, że numer personalny mam od listopada 2017, kody od stycznie 2018. A w październiku 2016 to jeszcze nawet nie planowałam tu przyjechać.

Esperanccy goście z Australii

Powiew ciepła i opowieść o Melbourne pani Bishop; pan Bishop opowiadał o etnomatematyce, o której pojutrze ma wykład na uniwersytecie w Tromso; miłe spotkanie z Rene i krótka rozmowa o dialektach; relacja z sobotniego egzaminu; płyta z piosenkami Brela w języku międzynarodowym; wreszcie poznany Cato, o którym się tyle słyszało na dobre i na złe.

Cieszę się wieczorem w klubie esperanckim. I cieszę się tym, że pieczony wczoraj chlebek bananowy udał się! tym razem nie było zakalca!

Bergenstesten i po egzaminie

Egzamin odbył się w szkole Rosenhof, w dzielnicy Sinsen, więc niedaleko domu (20 minut spacerkiem). Oczywiście, byłam zestresowana. Oczywiście, szłam na głodniaka, po kubku kawy rano. I, oczywiście, świetnie się bawiłam w czasie egzaminu.

Część związana z czytaniem ze zrozumieniem była dla mnie najłatwiejsza. Tę mam zdaną na pewno. Referat czyli streszczenie wysłuchanego wywiadu też raczej dobrze. Jeśli chodzi o rozumienie ze słuchu – tu na dwoje babka wróżyła; ta część polega na wysłuchaniu 30 krótkich rozmów i zaznaczeniu poprawnych odpowiedzi na 30 pytań. Słucha się tylko raz i jest to dość podchwytliwe (tzn.: gdy pytanie brzmi: dlaczego mężczyzna zaczął biegać na orientację? odpowiedzi: bo chciał odzyskać kondycję, bo chciał poznać ludzi, bo kocha kontakt z naturą – to w wysłuchanym dialogu wymienione zostają wszystkie trzy powody, trzeba wyłapać dokładnie, który przeważył na początku przygody z biegami…). Gramatyka mogła mi pójść dobrze, ale mogła też źle, bo w tej części każda literówka dyskwalifikuje odpowiedź… Wypracowanie – cóż. Ja jestem zadowolona. Pisałam na temat: Blir ungdom i dag aldri voksen? – Czy dzisiejsza młodzież nigdy nie dorośnie?

Po egzaminie czułam się jak na haju, potem się zdrzemnęłam, a wieczorem oglądałyśmy z Basią film: „Peggy Sue got married”.

Wyniki egzaminu będą 23ego, w poniedziałek. Wtedy okaże się, jak poszło. Bo żeby zdać egzamin, trzeba zaliczyć każdą część bez wyjątku. Ja obstawiam 3 części zaliczone. Dwóch nie jestem pewna.

Palce i guziki – norweskie wyrażenia

Już jutro przystępuję do egzaminu, dlatego dziś przygotowałam coś na temat mojej prośby o kibicowanie. Po polsku proszę o trzymanie kciuków, ale po norwesku o… trzymanie guzików!

Wyrażenie å holde en knapp på, choć przekładać się może na trzymanie guzików, nie dotyczy tego gestu, jaki zwyczajowo czynimy, widząc kominiarza. å holde så mye (200NOK) på den oznacza stawiać tyle (np. 200 koron) na kogoś. Stawiać na kogoś guzik nie oznacza jednak stawiania na tej osobie krzyżyka, skreślania jej, choć rzeczywiście, może się wydawać, że stawiając guzik, nic nie ryzykujemy. Wyrażenia tego używa się jednak w pozytywnym znaczeniu, kiedy się komuś kibicuje.

Jeśli pod ręką brak guzika, proszę å krysse fingrene for meg – krzyżować za mnie palce. To wyrażenie zyskuje na popularności dzięki popularności angielskiego odpowiednika. I znaczy to samo.

 

Nie mogę nie wspomnieć o wtykaniu palca w ziemię i wąchaniu, gdzie się jest. Serio. Å stikke fingeren i jorda (og lukte hvor en er) jest niesamowitym wyrażeniem. Oznacza ni mniej ni więcej, jak dogłębnie zanalizować sytuację i działać adekwatnie do sytuacji. Najstarsze użycie notuje się na XVIII wiek. Nie, nie wiem, dlaczego wtedy chciano wąchać ten palec.

O palcach w języku norweskim można opowiadać długo. Niekompletna lista ze słownika Uniwersytetu w Bergen wymienia na przykład zielone palce – å ha grønne fingrer – jako talent ogrodniczy.  Ale może jeszcze powtórzę jakieś inne wyrażenia. I zasnę z nadzieją, że umiem norweski na palcach, bo å kunne noe på fingrene oznacza umieć bardzo dobrze.

Sól i oko – norweskie wyrażenia

Uczę się. I stresuję egzaminem. Ale i tak wpadam w pułapki i (niby w ramach nauki) czytam o źródłach norweskich idiomów.

My płacimy słono, gdy coś drogo kosztuje. Źródło jest jasne, dawne wysokie ceny soli. Jak płacą Norwedzy? Otóż dla Norwega wysoka cena oznacza, że coś kosztuje wieprzowinę, koszulę lub białko z oka. Ciekawe?
Å koste det hvite ut av øynene oznacza właśnie białko z oka i pochodzi z języka duńskiego, å koste skjorta (wersja z koszulą) ze szwedzkiego, a oryginalnie norweskie jest å koste flesk (wieprzowina). Duńskie wyrażenie jest najdziwniejsze i, jak się zdaje, najbardziej literackie. Najrzadziej również używane. Szwedzkie i rodzime mięso i koszule można wyjaśnić podobnie jak polską sól, i podobnie jak w jej przypadku, obecne ceny nie bardzo przystają do obrazu utrwalonego w języku. Znalazłam analizę tych trzech idiomów na stronie rady językowej.
(Oczywiście, wyrażenia te działają to również ze słowem 'płacić’ å betale: Derfor betaler du det hvite ut av øynene, etc). 

Kiedy chcemy podejść do tematu nie do końca poważnie, to patrzymy nań z przymrużeniem oka właśnie. Tu natomiast bierze się temat ze szczyptą soli: å ta noe med en klype salt. To nie jest dokładny odpowiednik – w wersji norweskiej brak tu żartobliwego tomu, ta sól jest poważna. Ale nadal chodzi o traktowanie tematu ostrożnie, nieufnie, nie do końca serio.  Więc kiedy my mrużymy oko, Norwedzy biorą szczyptę soli.

Nie wiem co z solą w oku. Po duńsku coś może być komuś kolcem w oku – å være en torn i øjet på en, sądzę więc, że tak też powie Norweg, gdy coś go długotrwale irytuje.